Remake "Ostatniego domu na lewo" Wesa Cravena z 1972 roku. Dennis Iliadis na nowo przedstawia historię zemsty rodziców na oprawcach swojej córki.
Urodziwa Mari wraz z rodzicami wybiera się na wakacje do domku nad jeziorem, położonym w leśnej głuszy. Wybierając się na spotkanie z mieszkającą niedaleko koleżanką, nie spodziewa się nawet na jakie niebezpieczeństwo się narażą. Dając się namówić nieznanemu chłopakowi na wycieczkę do motelu, dziewczyny natrafią na grupę brutalnych przestępców, którzy nie pozwolą im odejść w spokoju. Zrządzenie losu sprawi, że bandyci zawitają później w domku nad jeziorem. Konfrontacja z rodzicami nastolatki jest nieunikniona, z tym, że tym razem role oprawcy i ofiary zostaną odwrócone.
"Ostatni dom po lewej" to film trzymający w niepewności od początku do końca. Wbrew temu, że zaprezentowana historia jest nie tylko przewidywalna, ale i dobrze znana od przeszło trzydziestu lat, pochłania widza bez reszty, serwując wzmagające napięcie ujęcia. Dużo w tym zasługi Dennisa Iliadisa, który zrezygnował z kilku mniej klimatycznych elementów, znanych z oryginału, na pochwałę zasługuje też odpowiednio dobrana ścieżka dźwiękowa, jedna z lepszych, które można usłyszeć w dzisiejszych filmach grozy. Największym jednak atutem filmu są występujący w nim autorzy.
Gra aktorska w "Ostatnim domu" wybiega ponad przeciętną, prezentowaną zwykle w tego typu produkcjach. Panie nie stanowiły na ekranie jedynie wrzeszczącego worka z mięsem, prawdziwym talentem popisał się jednak duet Dillahunt i Clark, wcielający się kolejno w bezwzględnego szefa przestępczej szajki i jego targanego wyrzutami sumienia syna. Do tego nie można odmówić bohaterom logiki działania, choć jak to zwykle bywa, nie uniknięto kilku absurdalnych błędów. Zrezygnowałbym też z ostatniej sceny filmu, prezentowanego już w trailerach nieszczęsnego motywu z mikrofalówką.
Pomijając drobne niedociągnięcia, "Ostatni dom po lewej" jest filmem dobrym, a w swojej kategorii, ośmieliłbym się powiedzieć, że nawet bardzo dobrym. Może jedynie kilka typowo slasherowych scen należałoby przedstawić bardziej finezyjnie.
Komentarze: