Większość widzów toruńskiego teatru zapewne pamięta z czasów liceum prawdy objawione na temat Ibsena i „Dzikiej Kaczki”. Ci, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z utworem, mogą od 5 grudnia wybrać się na spektakl do Horzycy.
Bohaterem spektaklu, w reżyserii w reżyserii Agnieszki Lipiec-Wróblewskiej, jest Gregres Werle, który po latach wraca w rodzinne strony, gdzie odkrył tajemnicę dotyczącą rodziny Hjalmara Ekdala. Postanowił obnażyć całą prawdę, przekonany, że należy postąpić w ten właśnie sposób. Zamiast wszystkich uszczęśliwić, ujawniona tajemnica doprowadza do tragedii, ale Gregres, niewolniczo poddany idei, nie stawia sobie żadnych granic...
Licealistom, którzy mają zamiar poszerzyć swe edukacyjne horyzonty o Ibsena na scenie, spodobają się, oczywiście, młodzi aktorzy, a w szczególności Tomasz Mycan - Gregres Werle. Stałych bywalców, którzy aktorstwo naszego teatru znają na pamięć, nie czeka nic nadzwyczajnego. Oprawa scenograficzna nie pozostawia złudzeń, jak w inscenizacji interpretuje się zagadnienie prawdy. Symbolika bieli, czerni i szarości jest oczywista. Obok Ibsena jako lektury szkolnej, istnieje Ibsen jako lektura wielkich twórców teatru. Trudno się jednak spodziewać, żeby toruńska Scena na zapleczu dała spektakl wybitny, umieszczający inscenizację w kontekście wielkich odczytań twórczości norweskiego dramaturga. W wypadku „Dzikiej kaczki” w Horzycy otrzymujemy wyraz estetycznej wrażliwości Skandynawów, znanej chociażby ze współczesnego kina tego kręgu: surowe emocje podlane sosem ze zwyczajności. Strawne, bo doskonale znane, ale czy ciekawe?
Warto zaznaczyć, że istnieje jeszcze inny Ibsen, którego udało się przemycić pomiędzy inscenizacją lektury szkolnej, a ambicją dyskusji z nim i szukania współczesnych odniesień. Chciałoby się tu rzec: Ibsen jest jeden, to przede wszystkim wielki twórca, którego trzeba znać. Odporny na redukcje do naturalizmu czy symbolizmu lub uwspółcześnianie na siłę. Twórca dramatów, których nie da się sprowadzić do teatralnego rekwizytu-symbolu, jak dzika kaczka. Reżyserka, mająca za sobą pracę w teatrze telewizji, nieufająca słowom bezgranicznie, pozwoliła milczeniu oddychać na scenie. Tym samym oddała głos temu Ibsenowi, dla którego prawda pozbawiona była siły słowa, które zbawia świat, stanowiła nie tylko temat, ale i nierozwiązywalny problem. Szczególnie dla sztuki.
Komentarze: